W lipcu na sesję trafiła do mnie Ania razem ze swoją rodziną. Chłopców rozpierała energia na sesji, mam nadzieję, że dobrze udało mi się to ująć na zdjęciach. Przyznam się, że nadążyć za nimi było niemałym wyzwaniem.

Dodatkowo pogoda zrobiła nam psikusa. Miał być piękny zachód słońca. Jadąc jeszcze na sesję oślepiało mnie w oczy. A na miejscu naszły chmury i z pięknego światła były nici. Ale oczywiście jak wracałam dwie godziny później do domu znów żegnały mnie ciepłe promienie słoneczne.

I pomimo tych przeszkód uśmiech na twarzy na wspomnienie sesji jeszcze długo utrzymywał mi się na twarzy. Chyba doładowałam się energią chłopców.